Translate

niedziela, 17 listopada 2019

WYBÓR TEMATU

 Nie ważne, czy poszukujemy  tematu do jakiejś poważnej pracy naukowej, mniej ważnego referatu, wystąpienia publicznego, czy  posta na blogu. 
Zawsze jest to decyzja albo przemyślana , albo wynikająca z przypadku. 
Gdybym opierała się, np.: na informacjach wynikających z programu TV Focus "Starożytni Kosmici" wybór tematu, pomysł na niego, mógłby być również efektem  telepatycznych przekazów przez istoty pozaziemskie.

Czy ja takie mam?
Nic mi o tym nie wiadomo.

 O taką współpracę, czyli korzystanie z "podpowiedzi gotowych rozwiązań naukowych"  kosmitów podejrzewano właśnie Konstantego Ciołkowskiego, rosyjskiego uczonego polskiego pochodzenia, jednego z pionierów kosmonautyki, twórcy modelu i teorii ruchu i budowy rakiety kosmicznej.

Konstanty Ciołkowski (Źródło: Białczynski.Wielcy Polacy

No bo jak wytłumaczyć ten "efekt Aha", opisywany wcześniej przeze mnie tutaj, u człowieka, który nie ukończył żadnych studiów uniwersyteckich czy politechnicznych? 
Owszem, był dobrym matematykiem, fizykiem, wiedzę zdobywał przez początkowe lata gimnazjum, a później po utracie słuchu, był już samoukiem. 
(Więcej o K.Ciołkowskim w moim komentarzu pod postem - na podstawie źródła: gazeta uniwersytecka UŚ Tutaj).

Wykładu o charakterze naukowym tego człowieka z przyjemnością możnaby było słuchać, tym bardziej, że był również w swojej karierze nauczycielem. A jeszcze gdyby tematem byli starożytni kosmici przekazujący wiedzę ziemianom....

A co można powiedzieć o wykładzie inauguracyjnym w Uniwersytecie of Texas, wygłoszonym przez admirała Williama H.McRavena, którego tematem było wykształcanie pewnych nawyków przez studentów amerykańskiej marynarki wojennej w 2004 roku.
Pierwszą radą, jaką udzielił w czasie tego wykładu  było, aby... ścielili swoje łóżka.

 Admirał zaznaczył, że choć to "proste, żeby nie powiedzieć, przyziemne zadanie, które może czasami wydawać się wręcz głupie, mądrość kryjąca się za tą banalną czynnością ukazywała mi się wielokrotnie".

Dodał:

"Jeżeli każdego ranka ścielisz łóżko, to rozpoczynasz dzień od zrealizowaniapierwszego zadania. Daje to małe poczucie dumy  i zachęca do wypełnienia  kolejnego zadania, i jeszcze następnego. Pod koniec dnia  to jedno wypełnione zadanie przełoży się  na całą zrobioną listę. Ścielenie łóżka unaocznia również fakt, że życie składa się z drobiazgów, które maja znaczenie. Jeżeli nie jesteś w stanie właściwie zrobić tych małych rzeczy, to nie uda ci się dokonać i tych dużych. A jeżeli jakimś trafem masz paskudny dzień, to gdy wrócisz do domu, w którym będzie pościelone łóżko - które ty pościeliłeś-  zobaczysz w tym zapowiedź, że jutro będzie lepiej".

W taki sposób kształtują się nawyki.



Dlatego mój wnuczek, Kuba,  odkąd stoi na własnych nóżkach, zwija codziennie rano na łóżku  swój kocyk, w który chowa piżamkę i "nocne" zabawki przytulanki. Nawyk  na razie działa u niego w sypialni, bo kiedy wpadnie do sypialni dziadków, ukryć się pod kołdrą w trakcie "chowanego", to jakoś jeszcze ten nawyk nie działa. Podobno spieszy "zaklepać się", a zaraz potem to przecież on "szuka".
Nie będę wkraczać z rygorami i przerywać radości zabawy. Dobrze, że cieszy go jeszcze gra w chowanego, niżby miał już  grać na komputerze. Jeszcze zdąży. We wszystkim umiar należy zachować, nawet podczas wyrabiania nawyków.

Ten wykład admirała   będę pamiętać, ilekroć rano opuszczać będę swoje łóżko. Zwyczajne skojarzenie. Gdyby temat wykładu był nie tak banalny ( myślę, że w ustaleniu tematu nie brali udziału kosmici), ale np. o honorze studenta amerykańskiej marynarki wojennej, puściłabym go  mimo uszu.

Temat wykładu ( o "ścieleniu łóżka") znalazłam w książce Philipa G. Zimbardo i Nikity S. Coulombe  - "Gdzie ci mężczyźni".
Przecież jako babcia muszę wiedzieć, czy mój wnuk nie przyczyni się czasem do "upadku facetów".
Książka była pisana z zamiarem zainspirowania pozytywnych zmian społecznych. Autorzy proponują działania, które mogą powstrzymać postępujący kryzys męskości i uchronić kolejne pokolenia młodych chłopców przed życiową nieporadnością.

2 komentarze:

  1. Sądzę, że to nie dotyczy tylko mężczyzn, ta zadaniowość. Od zawsze lubiłam sobie wyznaczyć cele na dany dzień i je realizować po kolei, inaczej... krucho by z tym było:)
    A poza tym, trening czyni mistrza. A że Ciołkowski był dodatkowo geniuszem, to i zaszedł wysoko. Czasem warto być wyrzuconym ze szkoły:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że zadaniowość nie dotyczy tylko jednej płci. Książka, o której piszę jest "głosem" w dyskusji dotyczącej młodych mężczyzn, ich złożonych problemów oraz wyzwań, z ktrymi przyszło im się mierzyć.
      Jeśli chodzi o Ciołkowskiego, to opuszczenie szkoły , faktycznie nie przeszkodziło mu w rozwoju jego intelektu, ale nie każdy wyrzucany ze szkoły geniuszem zostanie - to tak dla przestrogi młodzieży, która by mury szkolne zapragnęła porzucić:)))
      I dalej piszę już dla młodzieży, którzy może nie słyszeli o tym geniuszu polskiego pochodzenia:
      Ciołkowski pisał po latach, że głuchota, z powodu której nie słyszał i nie rozumiał nauczycieli, była przyczyną, że nie mógł nauki kontynuować , przechodząc po kolei szczeble edukacji. Z gimnazjum został wydalony do szkoły technicznej. Nie wiadomo, czy słowo wydalenie było dobrze przetłumaczone, czy chodziło po prostu o przeniesienie. Ojciec próbował go zachęcić do studiów na uniwersytecie, ale nie mógł tam uczęszczać z powodu słabego słuchu, i dlatego z niezwykłą wytrwałością i pilnością uczy się samokształcenia w najlepszej bibliotece kraju - w bibliotece Rumiancewskiej. W ciągu trzech lat pobytu w Moskwie samodzielnie, według własnego programu przerobił elementarną matematykę i fizykę, algebrę wyższą, rachunek różniczkowy i całkowy, geometrię analityczną, trygonometrię sferyczną.
      Ciołkowski wspominał później: "uczyłem się mało systematycznie... czytałem tylko to, co mogło mi pomóc w rozwiązaniu interesujących mnie problemów, to, co uważałem za ważne". Właśnie ta osobliwość wykształcenia Ciołkowskiego (wynikająca z ułomności fizycznej - głuchoty) jak gdyby wyjaśnia jego swoistą drogę w nauce, tak niezwykłą dla przełomu wieku XIX i XX. Nie mając nauczycieli, przeszedł samodzielnie tak zwane nauczanie problemowe. "Wskazówek, pomocy nie było znikąd, w książkach było bardzo dużo rzeczy niezrozumiałych, a wyjaśniać przychodziło wszystko samemu. Jednym słowem element twórczy, element samorozwoju.... przeważał". Dalej następuje zasadniczy wniosek: "Ja ....całe życie uczyłem się myśleć, pokonywać trudności, rozwiązywać problemy i zadania".

      Usuń