Translate

sobota, 24 grudnia 2016

MÓJ WIGILIJNY POWRÓT


Wesołych Świąt!

Jak ciężko się czuję!
Jestem po wigilijnej kolacji! Kto to słyszał, aby potraw było 12? Mnie wystarczy zgoła mniej, aby poczuć się jak kolubryna :-)

 Pewno myślicie, jak tak można!
Tyle czasu ani słowa, a tu nagle w wigilię przemawiam jak .... zwierzątko, chrum... chrum...

Nie będę dzisiaj tłumaczyć się z tak długiego milczenia. Przyjdzie na to czas. 
Dostałam na gwiazdkę nowy komputer. Mam więc na czym pisać.... a i jest o czym... Przez te miesiące trochę się  tematów uzbierało, oj uzbierało...

 Ale dzisiaj krótko, żeby zwoje mózgowe nie przegrzały się. Część rodzinki ogląda  "Kevina".
 No jak jest sam w domu, to niech mu tam towarzyszą. Ja nie mam zamiaru n-ty raz dzieciakowi towarzyszyć. Mój "Kevinek" z rodzicami pojechał do drugich dziadków i myślę, że o tej porze już słodko chrapie. 

Tutt'ART@ di Maria Laterza
   Rano dał się nabrać na Mikołaja, który wparował pod jego nieobecność kominkiem do salonu, zjadł ciasto, zostawiając okruszki na talerzu, wypił mleko, pozostawił prezenty i wyszedł z domu tą sama drogą, którą przyszedł, czyli przez uchylone drzwiczki w kominku.

 

 A i tak pytał nas rano dlaczego w ubiegłym roku Św. Mikołaj zgubił brodę?



 No cóż, źle umocowałam watę i połowa brody odpadła mi wprost pod stopy malucha... Winę zrzuciliśmy na fryzjera, który strzygąc Mikołaja niedokładnie "obmiótł" skróconą brodę. Mały przyjął tę wersję. W tym roku poszliśmy na łatwiznę, bez widocznego Mikołaja, tym bardziej, że obsługiwany już był raz  przez "świętego" w przedszkolu, a drugi raz w parafii ale przez Mikołaja - św. Biskupa. W obydwu przypadkach podchodził do nich z zakrytą twarzyczką swoimi rozczapierzonymi paluszkami tak, aby jednak mógł Mikołaja  widzieć przez  "niby to kratkę" bezpiecznie odgradzającą go od dziwnej postaci. Wszak podejść należało, bo nagroda czekała. A tego nie darowałby sobie, aby miała by go ominąć!


Tutt'ART@ di Maria Laterza