Translate

czwartek, 7 lipca 2016

MAŁE I DUŻE TĘSKNOTY

  Od trzech dni opiekujemy się małym człowieczkiem, który zapewne tęskni za rodzicami. Jest to jego dłuższa świadoma rozłąka. Wszystko robię wraz z mężem, aby dziecko nie odczuło ich braku. W tym wieku wystarczy kochać, bawić, pielęgnować i cały czas odwracać uwagę od tematu: mama, tata.













 Dziadkowie próbują dać dziecku gwiazdkę z nieba, aby tylko godnie zastąpić rodziców. A tak na  marginesie to dziadkowie w pobliżu to najlepsze rozwiązanie. 


Animacja Michele Giammaria (MIKI 4)


Ale to jest tylko możliwe na krótką metę, bo dzieci tak szybko nie zapominają o rodzicach.




    Nic więc dziwnego, że  tęsknota, jako  stan ducha,  zastukała do mojej głowy na tyle, aby odszukać w sieci, co teraz piszą o tym psychologowie, po kilkudziesięciu latach, kiedy m.in. na ten temat sama musiałam wkuwać do głowy.

   I oto na polskim portalu w Wielkiej Brytanii "emito.net" znalazłam artykuł terapeuty rodzinnego Roberta Szelągowskiego.
    Myślę, że nie ma co recenzować. Po prostu przytoczę go w całości.

<><><><>


"Kochanie, przetrzymamy...", ile razy kończyłem w taki sposób rozmowę ze swoimi najbliższymi w Polsce?

    Wracając pewnego dnia z pracy, zwróciłem uwagę na jakiegoś przypadkowego mężczyznę na przeciwko mnie. Człowiek około pięćdziesiątki również wracający do domu. Właściwie usłyszałem kilka słów po polsku, kiedy kończył rozmowę chyba z żoną: "Za chwile wysiadam. Pozdrów dziewczynki". Uderzyła mnie zbieżność tych słów z moimi myślami, być może przypadkowa. A może jest to tak częsty obrazek Polaka na emigracji, na który nie ma sensu zwracać uwagi?
 
Tęsknota jak poezja

   Pomyślałem o różnych stereotypach związanych z tęsknotą. Przecież najczęściej mówi się o niej w poezji, w piosenkach. Nie warto tym się przejmować, roztkliwiać. Życie nie jest proste, trzeba brać się w garść i do przodu. W tym praktyczno-konsumenckim życiu trzeba być twardym, realnie stąpać po ziemi i nie przejmować się czymś tak ckliwym jak tęsknota. A ja uważam, parafrazując powiedzenie, powiedz mi za czym tęsknisz, a powiem Ci kim jesteś.

    Dlatego też zapytałem, czym zapłacić za... tęsknotę. Płaci się zwykle za wymierne wartości. Tęsknota, wbrew pozorom jest również wymierną wartością, za która niestety musimy płacić. Sytuacja wielu z nas, na emigracji jest podobna. Tęsknimy za bliskimi, nie zawsze uświadamiamy sobie jednak jak dużą cenę trzeba zapłacić za rozłąkę.

Odnaleźć najważniejsze
   Tęsknota pozwala odkryć to, co jest najważniejsze dla Ciebie, dotknąć tego lub tych, którzy są dla Ciebie najbliżsi. Przysłowiowy "świat dorosłych" nie pozwala często na sentymenty. Trochę inny jest świat przeżyć dzieci. Można się w nim przejrzeć jak w lustrze ponieważ jest prostszy, mniej zawiły. Kiedy my próbujemy wytłumaczyć sobie różne zachowania, zracjonalizować je i w ten sposób uznać za załatwione, tak dla dzieci wcale pewne rzeczy nie są załatwione. I to one zwykle płacą za tęsknotę cenę, której my zręcznie unikamy.

   Uczestniczyłem kiedyś w rozmowie znajomej ze swoją 6-letnią córką, która została w Polsce. Po omówieniu różnych bieżących spraw, nastała cisza... czas, w którym można mówić o tym, co ważne. Córka co chwilę nawiązywała połączenie przez skype'a, żeby porozmawiać z mamą. W końcu prosi ją: "Mów do mnie jeszcze..." Jaka tęsknota! Jaka potrzeba obecności, bliskości. Jeśli nie fizycznej, to przynajmniej obecności przez słowa. Coś zabolało mnie wewnątrz. Odczułem niemalże fizyczny ból, ponieważ uświadomiłem sobie cenę, jaką wszyscy płacimy za tęsknotę. Czy jakiekolwiek pieniądze są tego warte?

Zagrożenie i ucieczka
    Tęsknota niesie ze sobą również zagrożenie. Człowiek na początku zaczyna tęsknić, uświadamia sobie potrzebę kogoś bliskiego, jego niezastąpione miejsce, jego brak. Potrzebuje relacji, obecności. Po uświadomieniu sobie tego braku podejmuje różne próby zapełnienia tej pustki, która na początku jest jeszcze do zniesienia. Nawet w pewnym sensie jest cenna, ponieważ daje do zrozumienia, jak bardzo ktoś jest dla mnie ważny.

 Ale różne próby zapełnienia tej pustki, rozmowy telefoniczne, listy, e-maile, inne próby komunikacji zamiast zapełnić samotność, uspokoić serce zostawiają jeszcze większy niedosyt. Wkrótce tęsknota stanie się bólem, poczuciem bezradności wobec braku bliskości. Powoli uświadamiasz sobie, że nikt nie może tej pustki zapełnić. Stajesz przed wyborem albo poddać się tęsknocie, zgadzać się na ten ból, wręcz cierpienie spowodowane świadomością powiększającej się pustki, albo czymś zagłuszyć ją, wypełnić, zastąpić. Powoli twardniejesz, żeby nie powiedzieć, że kamieniejesz tłumacząc sobie, że są inne ważniejsze przecież sprawy. 

    Racjonalizując, wyliczasz korzyści, jakie wynosisz z pobytu na emigracji. Prosty mechanizm obronny człowieka, który nie chce cierpieć. 

Przestrzeń na refleksję
   W dorosłym świecie trzeba dokonywać często wyborów i dosyć łatwo przychodzi nam poświęcać, najczęściej swoje zdrowie dla innych. Zapominasz, albo jeszcze nie uświadomiłeś sobie, że koniecznym jest, aby zadbać o siebie. Nie liczysz się ze stresem, z hałasem, z zabieganiem. Nie liczysz się również z tęsknotą. 

     Proponuję, żeby na chwilę zatrzymać się i zastanowić. Pozwolić sobie na chwilę ciszy, żeby rozważyć w sercu. Zastanowić się co jest najważniejsze,przewartościować zabiegany umysł, przyjrzeć się temu, co możemy stracić bezpowrotnie. Taka przestrzeń pomoże nam dokonać właściwego wyboru."

Bardzo ładna piosenka "Małe tęsknoty" - śpiewa Katarzyna Groniec



Czy coś jeszcze mogę dodać? 
Owszem, zaproponować powrót do mojego bardzo wczesnego postu "Tatusiu, wracaj", w którym piszę o tęsknocie między innymi moich córek za tatą, który w tym czasie był na kontrakcie w Iraku.
 Zachęcę zdjęciem z tego posta, może się skusicie tam "wstąpić".


Inny post "Przywieź mi, tato, Sindbada" też ilustruje ten temat.

    A co można powiedzieć o tęsknocie za małym afrykańskim chłopcem (a może i jego za nami), którego kiedyś przyjęliśmy w adopcję serca, wykształciliśmy, pisaliśmy do siebie listy, a kiedy ukończył szkołę średnią, kontakt został uniemożliwiony. Zobaczyć możemy się pierwszy raz dopiero w niebie.
O tym też piszę w innym już poście "Adopcja serca".
    Nie możecie powiedzieć, że nie wiem, co to tęsknota, bo upłynęło już trochę czasu,  kiedy to musiałam rozstać się z ojcem i matką, bo nasz stary ścienny zegar wymierzył im ostatnie sekundy życia.
     A i to, że starych drzew się nie przesadza, to ja też bardzo dobrze rozumiem. Zostawiłam w poprzednim miejscu zamieszkania siostry z rodzinami, przyjaciół, znajomych. To też pewien rodzaj tęsknoty do ludzi z w którymi spędziłam kilkadziesiąt lat oraz tamtego miejsca na ziemi.
   Jednak mostów nie paliłam za sobą, więc kontakty są nadal żywe. 

  Nawet takie prowadzenie bloga, zapoczątkowane w nowym miejscu zamieszkania, pozwala moim byłym współmieszkańcom dowiedzieć się, co u mnie słychać, a nawet co myślę, co czuję. Tam byłam raczej introwertykiem. Co się ze mną tutaj stało?