Translate

piątek, 10 czerwca 2016

GRZECH WYZNANY W LIŚCIE

    


Marek dorwał się do kosiarki. Rodzice założyli sobie wreszcie ogród swoich marzeń. Wykosztowali się co niemiara, bo to przecież nie oni, ale najprawdziwszy ogrodnik urządził im ten skrawek ziemi. A za to trzeba zapłacić odpowiednio

   Część krzewów zostawili, takie, jak młode krzewy porzeczek i agrestu. A  w rogu ogrodu rośnie dorodny świerk, robiący w okresie Bożego Narodzenia za żywą choinkę, ustrojony w lampki. 

   Synek odwiedzał rodziców od czasu do czasu, pobierając nauki w stolicy. Kosiarkę, jak dotąd, widział w połączeniu ze swoim ojcem. Pasowali do siebie jak  człeko-mechaniczny avatar.  Synalek nie rwał się do pomocy ojcu, bo przecież to nic trudnego, ciężkiego. Ojczulek chyba to lubi, to po co go tej przyjemności pozbawiać. 

   Ale dzisiaj ojciec spojrzał na Marka innym okiem, jak na najzwyklejszego lenia. Wyznaczył mu rewir do skoszenia, a ponadto przytaszczył jeszcze podkaszarkę. Takie coś na długim pręcie, zakończone żyłką. Marek nie miał w użyciu ani jednego, ani drugiego. To podkaszarką ma wykończyć pracę wokół krzewów. Drobnostka. Zrobi się. Przecież to nie zaliczenie ani egzamin.

Chyba podobnie działa, jak maszynka do strzyżenia włosów?

   Włączył maszynę  po kilku próbach. Nie chciała jakoś zassać. Ale zryw! Ale kopa dała! Nie spodziewał się, że ma taka moc! Prowadza Marka nie tam, gdzie chce jechać, trochę go targa po ogrodzie. No, nie, a takie to miało być proste! I figura chłopaka też niepewna. Tata przynajmniej spacerował sobie "z kosiarką w ręku", a Marek boi się, że mu się za chwilę wyrwie i sama wyznaczy marszrutę. Nogi nie nadążają, kurczowo trzyma się uchwytu, pochylony nienaturalnie do przodu. Dobrze, że ma te parę kilo żywej wagi (dzięki słoikom mamy), bo nogi fruwałyby mu w górze, kiedy złączony jest teraz on, a nie tata, z maszyną.

A co byłoby, gdyby ogrodnik stworzył rodzicom w ogrodzie taką aranżację?


Pewno poucinałby to i owo z zielonej rzeźby :-)

    No dobra, przynajmniej podkaszarka lżejsza, pójdzie gładko. Trawa nie skoszona pod agrestem, porzeczkami i nowymi nasadzeniami róż na pniu. Te róże to mamy oczko w głowie.

    Zawiesił na ramieniu urządzenie, włączył i na razie w powietrzu wykonał lekki zamach. Ujdzie. Da radę. Podchodzi do agrestu... ładny dźwięk podkaszarki,  ale nagle jakiś bzzzzzyyyyt... i w powietrzu pół krzewu agrestu mignęło Markowi nad głową. 

   Co jest? Miała być tylko wycięta trawa! Podchodzi do drugiego krzewu, ale już przezornie zwiększa odległość, jednak podobny dźwięk uświadamia go błyskawicznie, aby chronić oczy, bo znów agrestu w tym roku nie zje. Że on nie będzie go jadł, to pal licho, ale co powie tata? Jak to jednak trzeba mieć miarę w oku, żeby żyłka nie sięgnęła krzewu!

    Zostały jeszcze do podkoszenia róże. Marku! Nie róże, tylko trawa wokół nich! Oj, oj...też nie wycelował! 

    No, nie tylko koń by się uśmiał z Twojej zręczności, Marku. Całe twoje szczęście, że Twoja Magda nie widzi fajtłapy!

     Ale mama dostanie zawału. Z agrestem już mleko się wylało, ale róż czas żałować, bo lasy nie płoną. Jaki znowu las.... jeden świerk. Ten się jakoś Markowi nie poddał. 
   Dobrze, że róże ściął przy samej nasadzie, to nawet mama nie pozna, jak wsadzi je z powrotem w ziemię. A że są na pniu, to i trochę się utrzymają, dopóki Marek nie czmychnie z domu do stolicy. 
Co powie tata, co powie mama? I nie chodzi już tu o piosenkę Natalii Kukulskiej.


 On kiedyś też miał takie maleńkie problemy, ale pytanie dzisiejsze ma inną wagę?
  
   Sumienie go męczy, może napisze list do mamy, pokaja się, pewno mu wybaczy?

No nie, śmierć ze strachu jeszcze mu do oczu nie zajrzała, co to, to nie!




 Ale teraz przecież nie mógłby mamie  spojrzeć w oczy. 

   Nagle zaświtała mu w głowie legenda o   świętym  Janie Jałmużniku i pewnej kurtyzanie.

"Kurtyzana u grobu patriarchy" -jedna z kwater poliptyku z Muzeum Narodowego w Krakowie




     Jedna z kwater krakowskiego Poliptyku świętego Jana Jałmużnika wykonana przez nieznanego krakowskiego mistrza renesansowego  (obraz w Muzeum Narodowym w Krakowie)  "Kurtyzana u grobu patriarchy" obrazuje duszpasterską  działalność świętego i ilustruje miłosierdzie Boże ujawniające się w sakramencie  pokuty, którego szafarzem był Jan Jałmużnik.

Jak zapisano w legendzie, "kilka dni przed śmiercią Jana przyszła do niego  pewna kobieta i wstydząc się wyznać mu swoje grzechy, spisała je na kartce, którą podała świętemu. Jan wziął zapieczętowaną kopertę i obiecał się modlić za grzesznicę. 

   Kiedy po kilku dniach zmarł, kobieta, przerażona, że jej pismo trafi w niepowołane ręce, pobiegła do grobu Jana i zalewając się łzami, wołała:

 " Biada mi i oto, gdy sądziłam, że skryłam moją hańbę, przed całym światem zostałam zhańbiona".

   A gdy tak gorzko płakała i prosiła świętego Jana, aby wskazał jej, gdzie pozostawił jej pismo, oto on wyszedł z grobu i rzekł do niej: 

  "Dlaczego niepokoisz mnie i tych świętych, którzy tu ze mną leżą? Dlaczego nie pozwalasz nam spocząć? Spójrz, szaty nasze zwilgotniały od twoich łez!"

    Następnie podał jej pismo zapieczętowane tak, jak mu je dała i rzekł:

  "Oglądnij tę pieczęć, otwórz pismo i przeczytaj"

Ona zaś otworzywszy ujrzała, że grzech jej został wymazany"  

    Co zrobi Marek? 
Czy przyzna się skruszony  od razu rodzicom, licząc na miłosierdzie?

    Ja wolałabym się przyznać od razu, bo sumienie w postaci ściętej róży rzępolącej fałszywie na strunach skrzypeczek (a mam dobry słuch muzyczny) codziennie witałoby mnie każdego ranka. To jeszcze nie najgorsze, ale tak przez całe życie?




 


A co Wy byście zrobili na jego miejscu?

(żródło: "Święci wg mistrzów . Dzieła wielkich malarzy", Wydawnictwo DEMART , 2009)