Translate

niedziela, 31 stycznia 2016

FATALNY "PARKING"



Czekałam kilka dni na opublikowanie tego posta. Chciałam otrzymac zgodę od Izy (imię zmienione).
Nadeszła wiadomość:  "Proszę Pani, daję zielone światło :-) "


<><><><><><><><><><>

      Pewna rodzina zezwala córce na wyjazd do Anglii. Chce jej pomóc w dotarciu do odległego Modlina. Odlot planowany jest na ranną godzinę, więc wyjechać trzeba po północy. Walizki spakowane, komórki naładowane. Można ruszać. Dziewczyna jeszcze zastanawia się, czy komórkę  schować do podręcznego bagażu, czy może trzymać ją w kieszeni. Ostatecznie  komórka ląduje w kieszeni spodni.

     Ruszają, jest ciemno, pogoda mżawa. Trzeba będzie ostrożnie jechać. Jest trochę czasu w zapasie, ale nigdy nie wiadomo, co w podróży może się zdarzyć. Po przejechaniu około 20 km pada propozycja, aby się zatrzymać.

 Co prawda to nie parking i toalet nie widać, ale jakoś dadzą sobie radę. Rodzice dziewczyny wyskoczyli z samochodu. A co tam, ona tez zdąży i po chwili tez wymyka się z auta.. Skorzysta z okazji. Przecież samochodu nikt nie ukradnie na tym bezludziu. 




 Kierowca wraca do pojazdu. Czeka na żonę, a  kiedy ta wraca, zapuszcza silnik i ruszają.



     Jadą dalej, kiedy mama słyszy  dźwięk telefonu. Spogląda na rozświetlony ekran i rzuca nie odwracając do tyłu głowy:
     - No, co ty,  Iza, zabawy z telefonem  ci się zachciało? – pyta, choć nie słyszy odpowiedzi. - Oszczędzaj baterie – dodaje.  Następnie  odrzuca połączenie. 

      Za kilka sekund powtórka. Znów telefon, ale już nie wytrzymuje i odwraca się z zamiarem skarcenia córki i truchleje. Na tylnym siedzeniu  pusto.


        - Piotrze! - krzyczy mama Izy. - Zatrzymaj się,  wracamy, zostawiliśmy Izę na postoju! Myślałam, że ona wogóle nie wychodziła, nie spoglądałam do tyłu! Tak wychodzą podróże nocą!



   Tymczasem Iza opuszcza przydrożny lasek, pada deszcz,  nie ma dokumentów, pieniędzy, żadnych rzeczy osobistych. Opanowana trwogą, przypuszcza, że rodzice nie zauważyli jej nieobecności. 

     "A jak zauważą  dopiero w Modlinie, że mnie tam nie ma?" 





        Jeszcze próbuje biec jezdnią, może ją zauważą w oddali w  lusterku. Nawet na trasie nie ma za dużo samochodów, auta  rodziców nie widać już w ciemności, ale na razie nikogo nie zatrzymuje, bo przecież w końcu odbiorą ten cholerny telefon! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz