Translate

sobota, 31 grudnia 2016

HAPPY NEW YEAR

Wszystkiego najlepszego !


Augori|Tutt`Art@

 auguri-buon-anno2017 (Michele Giammaria -Miki4)

Teresa Cz. (Barbara Stranger)

czwartek, 29 grudnia 2016

LUSTRO WIELKIEGO BRATA

   
Jean-Etienne Liotard

    W poprzednim poście zobowiązałam się do ujawnienia przyczyny długiej nieobecności na bloggerze.

      Otóż nie wykorzystywałam podczas prowadzenia bloga całego dobrodziejstwa, jaki oferuje Wielki Brat. Interesowały mnie przede wszystkim społeczności, które publikowały blogi, a jest ich kilkadziesiąt. Oczywiście nie gardziłam obcojęzycznymi, wszak blog mój ma przecież tłumacza. Znalazłam w ten sposób możliwość dotarcia do czytelników w najdalszych zakątkach globu.  

    Jednak nie mogę stwierdzić, że żyłka "pisarska" przytłumiła we mnie ducha artystki. W poprzedniej wersji bloga wystarczyło kliknąć w moją fotografię, aby przejść na "drugą stronę" rzeczywistości googlowskiej. Zaczęłam zaglądać na drugą stronę lustra - na artystyczne strony społecznościowe, po czym aktywnie komentowałam posty, a także zaczęłam zamieszczać własne. Malarstwo, rzeźba i muzyka pochłonęły mnie dość szybko, co zostało zauważone przez właścicieli społeczności artystycznych prywatnych i publicznych. Zostałam moderatorem jednej z nich, nie porzucając prowadzenia jednocześnie swojego profilu, na którym byłam coraz bardziej aktywna. 
Na bloga już nie starczyło czasu.
Dzielenie się... 
Tak, dziękują ci "przyjaciele" za dzielenie się. Część z nich nawet nie otwiera swoich laptopów. Wystarczy, że w swoich smartfonach czy innych mniejszych urządzeniach obejrzą post, który wcześniej wyszukałam w sieci, zapisałam go i opublikowałam. Oni jadąc tramwajem do pracy lub w czasie  swoich "żmudnych zajęć w pracy"   dadzą  plusik lub skomentują. Jeśli wejść jest kilkaset dziennie i przynajmniej jakiejś części należy odpowiedzieć (a odpowiadałam w jęz. angielskim, ponieważ tłumacz z polskiego na ... jest fatalny) to w końcu marzy się, aby nikt po tej drugiej stronie nie wysilał się na komentarze.
   W końcu człowiek czuje się osaczony przez tych pożeraczy sztuki i tęskni za ojczystym językiem.

    Mówią, że w starszym wieku już nie ma co się obawiać o uzależnienie. 
Nieprawda. 
   Można zapamiętać się, nie odmierzając czasu, można rozmawiać z bliskim, patrząc w ekran laptopa, pisząc coś lub wklejając jakiś obrazek, zamiast patrzeć im w oczy, tłumacząc przy tym bezczelnie, że ma się podzielność uwagi. A oczy ich  błagały o uwagę. Wypierałam się stanu uzależnienia w rozmowie z mężem, córką i dalszą rodziną. Dopiero list wręczony mi, napisany przez córkę, mieszkającą przecież wspólnie ze mną i wcześniej usiłującą mnie wyciągnąć z tego uzależnienia, rozrzewnił mnie i zaczął przynosić właściwe powolne efekty.

    Jednak ostateczna interwencja przyszła "z góry".
Wnuczek przyniósł z przedszkola "jelitówkę". Powaliło najpierw jego rodziców, a po tygodniu... mnie.
Stare porzekadło ludowe mówi, że na odkochanie najlepszym lekarstwem jest... rycyna.
W obecnych czasach wystarszy... jelitówka.
   Kilkudniowa "niemoc", odcięcie od sieci...
   Okazało się, że można bez laptopa żyć...

   Postanowiłam  przeciąć tę zabawę w propagowanie sztuki. Wracam do prowadzenia bloga, ale już z rozwagą.
 Czy jeszcze wrócę do społeczności artystycznych?
Nie wypieram się, jednak z rozsądkiem dawkowałabym posty żądnym "obserwatorom". 

    Dlaczego wracam do bloga?
Zauważyłam, że on żyje własnym życiem. Wciąż jest czytany i to w różnych częściach świata. Napłodziłam tych postów trochę, więc jest co poczytać. Zresztą sama mogłabym je powtórnie przeczytać, bo pamięć ulotna. 

A jaki morał płynie z tego rozważania?
Nic dobrego nie znajdziecie po drugiej stronie lustra. 

sobota, 24 grudnia 2016

MÓJ WIGILIJNY POWRÓT


Wesołych Świąt!

Jak ciężko się czuję!
Jestem po wigilijnej kolacji! Kto to słyszał, aby potraw było 12? Mnie wystarczy zgoła mniej, aby poczuć się jak kolubryna :-)

 Pewno myślicie, jak tak można!
Tyle czasu ani słowa, a tu nagle w wigilię przemawiam jak .... zwierzątko, chrum... chrum...

Nie będę dzisiaj tłumaczyć się z tak długiego milczenia. Przyjdzie na to czas. 
Dostałam na gwiazdkę nowy komputer. Mam więc na czym pisać.... a i jest o czym... Przez te miesiące trochę się  tematów uzbierało, oj uzbierało...

 Ale dzisiaj krótko, żeby zwoje mózgowe nie przegrzały się. Część rodzinki ogląda  "Kevina".
 No jak jest sam w domu, to niech mu tam towarzyszą. Ja nie mam zamiaru n-ty raz dzieciakowi towarzyszyć. Mój "Kevinek" z rodzicami pojechał do drugich dziadków i myślę, że o tej porze już słodko chrapie. 

Tutt'ART@ di Maria Laterza
   Rano dał się nabrać na Mikołaja, który wparował pod jego nieobecność kominkiem do salonu, zjadł ciasto, zostawiając okruszki na talerzu, wypił mleko, pozostawił prezenty i wyszedł z domu tą sama drogą, którą przyszedł, czyli przez uchylone drzwiczki w kominku.

 

 A i tak pytał nas rano dlaczego w ubiegłym roku Św. Mikołaj zgubił brodę?



 No cóż, źle umocowałam watę i połowa brody odpadła mi wprost pod stopy malucha... Winę zrzuciliśmy na fryzjera, który strzygąc Mikołaja niedokładnie "obmiótł" skróconą brodę. Mały przyjął tę wersję. W tym roku poszliśmy na łatwiznę, bez widocznego Mikołaja, tym bardziej, że obsługiwany już był raz  przez "świętego" w przedszkolu, a drugi raz w parafii ale przez Mikołaja - św. Biskupa. W obydwu przypadkach podchodził do nich z zakrytą twarzyczką swoimi rozczapierzonymi paluszkami tak, aby jednak mógł Mikołaja  widzieć przez  "niby to kratkę" bezpiecznie odgradzającą go od dziwnej postaci. Wszak podejść należało, bo nagroda czekała. A tego nie darowałby sobie, aby miała by go ominąć!


Tutt'ART@ di Maria Laterza





sobota, 24 września 2016

PISZ DO MNIE LISTY

 



    Jeden z ciekawszych listów znalazłam  w repertuarze Kabaretu Starszych Panów, w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej. Tę nowszą wersję, już w wykonaniu młodszych aktorów, podaję niżej pod tekstem.


 LIST
 Deszcz pada w sennym płaczu rynien,
 odchodzę...
Tyś wszystkiemu winien.

Za kwadrans wrócisz 

Obraz- Justyna Kopania, Animacja: Michele Giammaria (MIKI 4)

i nad wanną parasol swój powiesisz:

„Anno, nie dokręciłaś wody w kranie”

A tu mój list! 
I rynien łkanie...
I ty czytając będziesz łkać.

O jedenastej pójdziesz spać,
Przed snem zażywszy waleriankę.
I już weselszy wstaniesz rankiem.

O jakżeś inny był przed laty,
 gdy pierwsze mi zrywałeś kwiaty,
I jakby zaklęć twoich skutkiem
 burza szalała nad ogródkiem.

Śmiało mnie wiodłeś między głogi,
 młody, namiętny i ubogi.
Gdy z ramion naszych plotłeś splot,
 za każdym kocham, ryczał grzmot!
I błyskawicy płonął knot,
 gdyś na me usta, usta składał.

Lecz już nie mówmy o tornadach...
Dziś próżno na prywatnym forum
 czekam na burzę i na piorun.
Piorunów żądać... o biedaczka...
 Od siąpiącego kapuśniaczka.

Deszcz pada....
W sennym płaczu rynien odchodzę.
Tyś wszystkiemu winien."

Wykonanie Joanny Kołaczkowskiej i Zbigniewa Zamachowskiego:

 

    Ten pan, zapewne, nie spędzał  zbyt dużo czasu z rodziną. Ale mógł przecież mieć dużo stresów w pracy, więc żądania żony, aby poświęcić więcej czasu uważał za nierealne.

 Współautorka książki "Złamać szyfr czyli jak zrozumieć małżonka"  - Mariola Wołohowiczowa -  miała przed sobą blog sprzed 300 lat. 
 Pisał go  niejaki Jan III Sobieski z wyprawy  na Wiedeń. Facet w każdym calu, mąż i ojciec, pracę miał stresującą bardziej, niż my dziś, ale  nie rozczulał się nad sobą, choć na odsiecz szedł przeziębiony, z ciągłym "głowy boleniem".

   Tyle problemów współpracownicy i kontrahenci zawalili ( zadbali o strusie pióra do strojów, a o strzelbie i o sprzęcie podróżnym zapomnieli); wyzwoleni wiedeńczycy zatrzymali Polakom prowiant; Jan i wojsko trzy dni nic nie jedzą; konie -   tylko  liście z drzew; rannych król leczy na własny koszt; lud zwykły po nogach całuje, a możni z zawiści lekceważą; pozwalają łupić swoich wybawców; łóżka na nocleg nie dają, choć bez odsieczy wytrzymaliby tylko parę dni.

    A on w listach opisuje żonie nie tylko bieżące wydarzenia, lecz także stroje, domy, obce zwyczaje - bo wczuwa się w kobiece potrzeb! A gdy był w kraju regularnie brał urlop i wiózł rodzinkę na działkę do Wilanowa, aby się wyłączyć z pracy i być tylko z bliskimi (...)

   Czekasz czułego słowa , jak Marysieńka Sobieska od swojego Jana? Chciałabyś dostawać od swojego ukochanego z delegacji takie listy, jak ona?  Listy, które przeszłyby  do historii i byłyby czytane kilkaset lat? To jak najbardziej normalne w przypadku kobiety, która ma bliską relację z mężem! 
Jest tylko małe "ale" ...

     Ale nie zadręczaj go tym zbytnio, jeśli wyjechał w jakiejś ważnej misji! Gdy idzie z odsieczą swojej firmie czy wspólnocie. Z lektury listów  Jana wynika, ze obok wsparcia i troski Marysieńka tez czasami czyniła mu wyrzuty."

   Pamiętaj, aby między spakowane ubrania włożyć jakiś miły liścik. Niech mąż wie, że może na Ciebie liczyć i ze o nim myślisz - i to nie z powodu prac, które musi wykonać w domu, ale po prostu brakuje Ci jego jako, osoby...

  Czekaj na niego piękna i stęskniona. Doceń, gdy pisze o tym, co przeżywa, ale nawet, gdyby nie robił tego wystarczająco obszernie - nie zaczynaj zrzędzić. Daj mu delikatnie do zrozumienia, co jeszcze chciałabyś wiedzieć." 

art by Igor Maykov

   Aaa..., zapomniałabym...
 Ciesz się, że stosując się do powyższych rad (bo Marysieńka obficie rozstanie wynagradzała Janowi ..i sobie...) nie musisz , jak  Marysieńka Sobieska, rodzić... kilkanaście razy.


 
Jan Sobieski z żoną i najbliższą rodziną - H. Gaskard










 A poza tym, kto dzisiaj jeszcze pisze listy?
E-maile, sms-y, gadu-gadu, Hangouts ...

 






sobota, 17 września 2016

CUDZE CHWALICIE

    I znów  tym razem odniosę się do niedawno "przerabianej" lektury.

     "Drogi Czytelniku, mężu swojej żony! 
Może ostatnio zostajesz w pracy po godzinach, by kończyć pilny projekt? I robisz to ze współpracownikiem, którym jest atrakcyjna kobieta? Odkrywasz, ze gdy szef Cię gnębi, ona współczuje i autentycznie podziwia Twoją fachowość. A może nawet rozumie Cię lepiej niż żona? Czujesz się doceniony jako mężczyzna. Aż wreszcie podwozisz ją, bo trzeba się przecież zatroszczyć...

     A może  jej małżeństwo właśnie przeżywa kryzys, mąż jej zupełnie nie rozumie i rozmowy z Tobą nie tylko niosą pocieszenie, lecz także pozwalają jej mieć nadzieję na uratowanie tamtego związku?

     (...)jeżeli zauważasz , że w wolnych chwilach wysyłasz do niej e-maile albo czujesz radość z waszego spotkania - to są dzwonki alarmowe!!!

       To nie znaczy, że się pomyliłeś, ale że... zaniedbaliście  w małżeństwie głębokie rozmowy i odsunęliście się od siebie. Porzuć myśli o "pomyłce" i natychmiast bierz się za remont (nawet generalny) Waszego związku!"

           Przyjaciel autorów cytowanej książki "(...) gdy  dziewczyny w pracy stawały za jego krzesłem i spontanicznie zarzucały mu ramiona na szyję, zawsze stanowczo wyzwalał się z uścisku i mówił, że na to sobie nie będzie pozwalał, bo jest żonaty. On wiedział - i nadal wie - że musi mieć się na baczności, żeby nie upaść. Jak jest napisane w Piśmie Świętym: "Tak więc ten, któremu się wydaje, że stoi, niech uważa, aby nie upadł" (1 Kor 10, 12)

Specjalnie nie podaję autorów cytowanej książki i jej tytułu, aby sprowokować Cię Drogi Czytelniku do przeczytania poprzedniego mojego odcinka bloga.

    A więc zawsze i wszędzie należy zachować bezpieczny dystans - poza specjalnymi wyjątkami :-)

     Często i kobiety ( aby nie pognębiać mężczyzn) potrafią w czasie trwania swojego małżeństwa zauroczyć się innym mężczyzną.

     "Taka żona może sądzić, że się pomyliła i wyszła za mąż za niewłaściwego człowieka. Że gdyby to był ten, którym jest oczarowana teraz - byłaby szczęśliwsza. Tymczasem pomyłką jest dopuszczanie takiej myśli! Nawet jeśli nie wybrałaś męża zbyt mądrze (zdarza się), to nigdy rozwiązaniem nie jest inny mężczyzna, ale praca nad Waszym małżeństwem!

    Gdybyś kiedyś poślubiła tego drugiego




 i z nim wpadła w szarzyznę codzienności, to Twój obecny mąż - okazjonalnie spotkany - wydałby Ci się księciem.

     Myśl o  "pomyłce" pojawia się wtedy, gdy zaniedbujemy małżeństwo: nie przebaczamy, nie rozwiązujemy konfliktów na bieżąco, nie zgłaszamy swoich potrzeb. I szybko znajduje się ktoś, kto to wykorzysta i zniknie - zostawi piętno grzechu, niesmak, poczucie winy, wstręt do samego siebie".
  
     


 

            

wtorek, 30 sierpnia 2016

MĄŻ KRUCHY, JAK DROGOCENNA WAZA

Najdroższa waza na świecie
   
    Nie wszystkie książki otrzymane w prezencie czytam od ręki. Szczególnie poradniki, i nie mam tu na myśli gospodarczych, czasem muszą odczekać na swoją kolejkę. Ale z tym podarunkiem od dzieci nie zwlekałam. Bo ma podtytuł "Pół żartem, całkiem serio".

     Jest to książka napisana przez małżeństwo Mariolę i Piotra Wołochowiczów, którzy zbiór swoich tekstów w formie felietonów, pisanych kiedyś do Magazynu Familia, ubrali w książkę zatytułowaną "Złamać szyfr - czyli jak zrozumieć małżonka".

   Nie sądzę, że zaraz będziecie pędzić do księgarń lub zamawiać w internecie polecaną książkę. Dlatego przybliżę ją, cytując jeden z felietonów skierowany przez męża Piotra do żony :

    "...Twój mąż zapewne wydaje ci się bardzo twardy. Tak trudno z niego wydobyć pewne rzeczy, tak bardzo się pilnuje, by nie wyjść na głupiego. Nie rozczula się nad drobiazgami, tak jak Ty. Wydaje się, że jest w stanie tak wiele wytrzymać.

   Skoro bohatersko znosi  Twoje fochy, a nawet zrzędzenie i histerie - to właściwie dobrze. W ten sposób wyraża swoja miłość. Wiesz, że możesz na nim polegać. Ale o jednym musisz pamiętać: nie wykorzystuj tego,- bo choć on jest twardy, to jednocześnie jest też kruchy ( co zaskakujące: w zakładach psychiatrycznych jest więcej mężczyzn, i to oni częściej popełniają  samobójstwa).

  Czy wiesz, jak się otwiera orzech kokosowy? Sami kiedyś długo i bez skutku się męczyliśmy, robiąc to młotkiem i piłą elektryczną. A potem dowiedzieliśmy się, ze wystarczy ten orzech przez jakiś czas obstukiwać dokoła - i sam pęka. Dlatego nie lekceważ ryzyka daleko posuniętych zniszczeń, do których możesz doprowadzić, jeśli będziesz swojego męża tak stale "obstukiwać".

    Ty z natury jesteś bardziej delikatna, ale zarazem bardziej elastyczna. Zrozum jednak, że twardość Twojego męża w gruncie rzeczy przypomina nie tyle kamień, ile drogocenną wazę z porcelany sprzed setki lat.

   Pomyśl, jak zadbałabyś o taką wazę, gdybyś musiała ją gdzieś przewieźć? Mąż jest nieporównanie cenniejszy niż waza... "

NIE PRZECENIAJ JEGO   (męża) WARTOŚCI





Nie uważam, że od razu musisz mężowi prasować spodnie i koszule, kiedy teściowa przed ślubem stwierdziła, że ten obowiązek spada z Ciebie, bo w akademiku sam sobie prasował.  A może to studentki za niego to czyniły ?
To już jego broszka, niech teraz chwyta za żelazko, a ty ...  korzystaj z wolnego czasu.


  Mąż nim się zabierze do prasowania spodni lub koszuli, najpierw musi się głęboko zastanowić, od którego rękawa  zacząć. Od lewego? ....  A może jednak od prawego?
Póki co, niech kombinuje. Nie rwij się do pomocy. Da chłopina sobie radę.


wtorek, 23 sierpnia 2016

WONNA CZARA






Witaj mi, witaj, wonna czaro mokki!
Kocham twą duszę, o płynny hebanie,
Aromatyczne pary twej obłoki,
Którymi buchasz w polewanym dzbanie,




Kiedy kipiące twych ziarn gotowanie
Cały glob ziemski czyni mą dzierżawą;




Oto spoczęłaś w białej porcelanie,
Arabskich pustyń córo, czarna kawo!




Rzekł Wolter, mistrz picia kawy głęboki,
że masz być słodka jak dwu serc kochanie
I taka czarna jak smolne potoki,
I tak gorąca jak piekieł otchłanie.




Tak cię pijają chodzące w turbanie
Puszcz dzikie syny z fantazją jaskrawą!
O słodki, czarny, gorący szatanie,
Arabskich pustyń córo, czarna kawo!

 Antoni Lange "Kawa"





 A jakie są zasady picia kawy w świecie arabskim?

animacja Michele Giammaria (MIKI 4)

"...  Kawa serwowana jest najczęściej z miseczką daktyli. Ten czarny napój podaje się  w maleńkich czarkach i napełnia tylko do połowy, bo napełnienie filiżanki po brzegi oznacza, ze gość jest niemile widziany. Tak długo dolewa się ją, dopóki gość nie powie – dość!


Filiżankę z kawą,  należy trzymać ostrożnie końcówkami  palców swojej prawej dłoni (pani na gifie akurat jest leworęczna) i nie powinniśmy jej odstawiać na stolik (kawę, a nie panią). Filiżankę stawiamy na blacie dopiero wtedy, kiedy skończymy sączyć napój. 

U ludów zamieszkujących pustynię filiżanka jest napełniana dotąd, aż pijący nie przykryje ręką dzbanka, z którego napój jest nalewany, dając tym znak, że już więcej kawy sobie nie życzy. Nie bójcie się. Wrzątkiem was nie poleją :-)

Kawę  pije się też w lokalach – małych kawiarniach, w których część stolików jest wystawiona na zewnątrz. Przesiadują tam głównie mężczyźni, którzy dyskutują przy tradycyjnie zaparzonym napoju, często też popalając fajkę wodną. 
(Baby są od siedzenia w domu...)


Atmosfera jest senna, wszystko dzieje się powoli i ma się wrażenie, że z tego miejsca nikt nie ma zamiaru się ruszyć, bo i dokąd i po co?
Co jakiś czas podchodzi kelner, który dba o to, aby fajka nie zgasła, a napoju w naszej szklance nie zabrakło.

Odwiedzając takie miejsce, powinniśmy pamiętać, że wypicie więcej niż trzech małych filiżanek kawy może skończyć się źle, bo napój bardzo mocny, nieco inaczej parzony niż ten w Europie."

Kiedy wypijesz kawę połączoną z Red Bullem, to efekt będzie (w najlepszym razie) mniej więcej taki:

 

ale nie jestem pewna, czy ta wonna czara nie będzie ostatnią w życiu.
Coś mi się wydaje, ze nie tylko nieboszczyk przebrał miarę.



 




Źródła:
Platforma edukacyjna Multikurs
Happy Muslima - Polka w Emiratach

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

ROZŚMIESZYĆ MONĘ



Jak trafnie stwierdził F.M. Colby: "Ludzie przyznają się do zdrady, morderstwa, podpalenia, sztucznych zębów lub peruki. Niewielu jednak przyzna się do braku poczucia humoru" (za: Chapman i Foot, 1976) 

 Może nie chcemy się odkryć przed światem?

Z drugiej zaś strony nie chcemy, aby nas widziano jako "drętwych, ponurych i sztywnych".

  Goethe uważał, że człowiek pokazuje swój charakter najwięcej poprzez to, co uważa za śmieszne. 

Nie uważam ze istnieją osoby o całkowitym braku zmysłu, ale o takich, którzy posiadają indywidualną specyfikę tej cechy. Na ogół każdy ma subiektywne przeświadczenie o posiadaniu poczucia humoru. Większość,jeżeli już nie wszystkich, cechują dostosowane do ich cech temperamentu, wrazliwość i potrzeba kontaktu z komicznym bodźcem.

Szanujmy te cechy, pamiętając, że sa one naszym sprzymierzeńcem w zmaganiach z szarą codziennością.

 Może tym razem wezmę na warsztat Monę Lizę.
Tak, tę Monę Lizę, która rezyduje na salonach Luwru. Odwiedziłam ją, a i owszem.


 W roku 1981 skrywała się za szkłem pancernym, żeby  jej wdzięków nie naruszył żaden koneser sztuki. O złodziejach już nie wspomnę. I tak tkwi tam  do obecnej chwili. Niewzruszona, z tajemniczym uśmiechem, tajemniczego pochodzenia. Bo to tak na prawdę nie wiadomo, kto tą modelką był dla Leonarda. Czy była nią Lisa Gherardini, żona bogatego florenckiego kupca, który to  zamówił niewielki obraz nadający się do powieszenia w jadalni? 

 "...Obraz  "Mona Lisa" Leonarda da Vinci, powstawał przez około 15 lat i został ukończony w pierwszych latach XVI wieku. Słynny artysta i wizjoner pracował tak powoli, że zamawiający portret mąż Lisy miał odmówić zapłaty. Da Vinci zachował więc swoje dzieło dla siebie. Po śmierci Włocha w 1519 we Francji, obraz zakupił król Franciszek I. Mona Lisa na stałe trafiła do Luwru. Obecnie to jeden z najsłynniejszych, jeśli nie najsłynniejszy obraz świata, do którego ustawiają się długie kolejki turystów..."

 (żródło: http://www.tvn24.pl)



    "...Jest też teoria, że to Katarzyna Aragońska, księżna Mediolanu. Według innej - to matka Leonarda. Ostatnio pojawił się pogląd, że modelem był sam Leonardo. Ma na to wskazywać porównany komputerowo z autoportretami układ nosa, oczu, podbródka i czoła. Wartość eksponowanego w Luwrze dzieła jest trudna do oszacowania. Podczas pokazu w Waszyngtonie w latach 60. ubiegłego wieku ubezpieczono go na 100 milionów dolarów... "

(źródło:IAR/agkm)

Może już niedługo uda się rozwikłać zagadkę na podstawie próbek DNA, które naukowcy pobrali z kości leżących w małej krypcie pod podłogą bazyliki Santissima Annunziata. Aby dostać się do środka badacze wycięli dziurę w posadzce i weszli do środka, jako pierwsze osoby od ponad 300 lat.


Naukowcy mają nadzieję, że w krypcie są szczątki syna Lisy. Pobrane z kości próbki DNA zostaną porównane z próbkami pobranymi z kości trzech kobiet, pochowanych w pobliskim klasztorze. 


Jedną z nich wytypowano na Lisę, która zmarła tam jako zakonnica w 1542 roku. Gdy uda się wskazać, która z trzech pochowanych zakonnic (została nią po śmierci męża) jest matką mężczyzny pochowanego w krypcie pod katedrą, wtedy będzie wiadomo, że jest to Lisa del Giocondo z domu Gherardini. Według ustaleń badaczy, to właśnie ona pozowała artyście.
Następnym etapem śledztwa będzie odtworzenie wyglądu głowy kobiety na podstawie jej zachowanej czaszki. Uzyskany efekt zostanie porównany z obrazem wiszącym w Luwrze i być może da ostateczne potwierdzenie tego, że to właśnie jedna z zakonnic pozowała da Vinciemu.




I to byłoby tyle na temat realiów.
Teraz chciałabym przedstawić stanowisko samych Włochów do swojej słynnej damy. Jak wiadomo artyści tej narodowości uważają się za przedstawicieli wybrańców tej dziedziny sztuki, jakim jest malarstwo. To oni głownie tworzą społeczności artystyczne na Google+, do których należą tworzący i miłujący sztuki piękne z całego świata.  Piszę o tym z pewnym doświadczeniem, bo jestem członkiem kilku publicznych. Poznałam tam wielu sympatycznych uzdolnionych artystycznie ludzi, zawodowych artystów i amatorów. Wydawałoby się, że to ludzie wyjątkowo poważni (np. chirurg onkolog). Nic bardziej mylnego. 

Oni do swojej "Mony" podchodzą na luzie. Właśnie wczoraj, jedna z przemiłych osób, kulturalna, inteligentna artystka odpowiedziała swojemu równie wesołemu artyście pewnym obrazkiem. 

Jeden ze znajomych z Corporanea Cafe przywitał nas na wesołe dzień dobry gifem Mony. Ma na przemian  wyłupiaste oczy i pojawiający się koszmarny uśmiech wszystkich 32 krzywych zębów, tworząc przy tym guzowate policzki. Włosy na przemian ugładzone , by zmienić się w  sterczące, rozczapierzone, jak od magnesu. Nie będę tego publikować, bo gif przeznaczony jest tylko dla członków tej społeczności. Mogliby mnie za karę wyrzucić, a to już dla mnie nie byłoby śmieszne.

Odpowiedzią na ten gif było następnego dnia powitanie:

"Dissacrante . ..
buona serata "
  
czyli
" lekceważący... dobry wieczór "

obraz muralu, na którym Mona występuje przychylona, zwrócona tyłem, patrząca w stronę widza. Jedną ręką podtrzymuje długą suknię i odsłania ... gołą pupę. 

Zapytałam Luisę, czy mogę go opublikować, bo może nadwyrężę jej tym opinię. Ależ skąd te moje obawy! Wyraziła zgodę z uśmiechem.

+ Teresa​ 
Certo,  Teresa! Puoi metterlo da te!
Buona notte 😘




To tak, jakby Mona Lisa pokazywała całemu nadętemu światu naukowców i nie tylko... gdzie ma te dociekania na jej temat.
A obraz muralu do Contemporanea Cafe przysłała ..... (nie będę podawać szczegółów personalnych)...z tytułem doktora. I ona ma naprawdę poczucie humoru, czego doświadczyłam osobiście, otrzymując od niej komentarze i pozdrowienia do moich wpisów w tej społeczności.  


Na temat Mony są już setki obrazków humorystycznych i gifów.

Oto kilka z nich:

Słodki uśmiech proszę :-)

Szkoda, że nie będę już prezydentem



Być, albo nie być



Jaś Fasola


Pirat z Karaibów


Czy nie za dużo dałam sobie botoxu?


No, co? Przecież dopiero wstałam, Zaraz idę do fryzjera


A tu już po fryzjerze



Nawet zorganizowano wystawę w muzeum w Mannheim, pokazującą podobne ciekawostki.


Skłócone kaczorki
A teraz piękna piosenka, którą czarująco zaśpiewa Nat King Cole